|
07.04.04.
Sposób, w jaki Petrarka pisze o kobietach i zauroczeniu nimi, o uczuciu i afekcie. Uważa on, iż czas spędzony pod omamiającą władzą kobiecych wdzięków jest stracony. Ten czas, gdy myśli krążą po wdzięcznej kobiecej orbicie nazywa niewolnictwem. Dlatego dziękuje Bogu, że ten uwolnił go od zauroczeń, że całą jego kochliwość zamienił na jeszcze większy zapał do pracy.
15.04.04.
„Życie jest opowieścią” Gabriela Garcii Marqueza. Bez zachwytów. W ciężkim opakowaniu ledwie parę rodzynek. Oto jedna z nich: „Zdezerterowałem z uniwersytetu w ubiegłbym roku, łudząc się, że będę mógł wyżyć z dziennikarstwa i literatury, nie ucząc się ani jednego, ani drugiego, zachęcony zdaniem wyczytanym, jak mi się zdaje u Bernarda Shawa: Już jako małe dziecię zmuszony byłem przerwać swą edukację, by pójść do szkoły”.
20.04.04.
Wywiad z Oscarem Niemeyerem, architektem.
- Ma pan 95 lat. Czy wyobraża pan sobie, co nas czeka po śmierci? - Nic. - A gdyby Bóg jednak istniał? - Spytano kiedyś Artura Rubinsteina, wielkiego pianistę, czy wierzy w Boga i życie w zaświatach. Odpowiedział: Nie, ale jeśli nagle umrę i okaże się, że potem jednak coś jest, byłaby to miła niespodzianka. - Na ziemi w każdym razie będą o panu przypominały pańskie budowle. - O nich też się zapomni, w końcu ludzie umierają. Wszystko minie – czymże jest dorobek ludzkości w porównaniu z kosmosem? Owszem, miałem swoją chwilę radości, gdy moje projekty były wcielane w życie; może będą podobać się ludziom. A tak naprawdę nic nie jest ważne – ani architekt, ani jego projekt. Tylko akt tworzenia – a to jest chwila, która przemija. (FORUM 15/2004) 1.05.04.
Wybrałem się wczoraj do fryzjera. Do miejsca, w którym byłem ostatnio kilka lat temu. Zmieniło się tu wszystko. Z małej klitki, w której mieściła się fryzjerka, klient i kilka much, miejsce to zmieniło się w elegancki salon fryzjerski z sauną i solarium. Całość wypieszczona, czystość wręcz laboratoryjna, trzy fryzjerki, dużo miejsca dla ludzi oczekujących na swoją kolej czy to do strzyżenia, czy pod prażące skórę lampy. Fryzjerki o włosach reklamujących zalety salonu, klientki spędzające tu całe dnie, byle nie musieć wracać do domowych obowiązków, facet czekający na dwie dziewczynki robione właśnie na mini-bóstwa – wszyscy wystrojeni, czyści, świeży, jak z telewizora. I na tym tle ja – jak kamień wrzucony przez szybę – psuję uroczy obrazek. Jestem zakurzony – niedawno przejechałem na rowerze przez całe miasto – nieogolony, z rękami tłustymi od frytek, które zjadłem szybko między przyjazdem z pracy do domu, a wyjściem do fryzjera. Nadchodzi moja kolej, siadam na fotelu, pani pyta:
- Jak strzyżemy? - Byle prościej niż te panie – odpowiadam. Przez tę niecałą godzinę znajdowałem się w świecie lalusiów i piękniś, świecie eleganckim i sterylnym, gdzie cały trud idzie w wygląd, gdzie wszelkie starania wkładane są w nowe kolory, zapachy, uczesania, ubrania. Brr! Było strasznie, ale przecież nie można wejść do Unii ot tak, jak barbarzyńca, w podkoszulku i kapciach, z bałaganem na głowie (bo z bałaganem w głowie – bez obaw – wpuszczają). 31.07.04.
Sny o uciekaniu. Dziś w nocy, wraz z P., uciekaliśmy przed niemieckimi żołnierzami. Jednak nie to, przed kim uciekam jest w tych marach najważniejsze. Łączy je inna cecha: ten bieg nigdy nie ma celu, nie wiem dokąd uciekam. Albo mnie złapią, albo będą gonić już zawsze.
1.08.04.
Pada. Mocno, równomiernie. Duże krople; ciężkie, hałaśliwe. Chwile, gdy ulewa atakuje, wzmaga się, przyspiesza. Zupełnie tak, jak gdyby krople deszczu uderzające o dachy i szyby chciały wedrzeć się do środka. Tym wścieklej biją, skoro się to nie udaje.
4.08.04.
Przez czterdzieści kilometrów drogi w aucie z kobietą, która zapomniała, że się nie znamy. Opowiada mi o sobie, o swojej rodzinie i znajomych. Nie mówi kto jest kim. Po prostu posługuje się ich imionami. Tak, jak robią starzy koledzy potrafiący do danego nazwiska przypiąć twarz, usposobienie, jakąś historię. Halinka: praca, egzaminy, nauka. Rafał: poszedł do policji i zostawił firmę. Adam: „naszym poprzednim autem” uderzył w drzewo koło „naszego kościoła”. Magda: z mężem, remont domu, dwa piwa do obiadu. Dziadek od Heńka itd.
Coś podobnego zdarzyło mi się już wcześniej. Siedziałem na dworcu autobusowym. Podeszła jakaś dziewczyna, zapytała o czas. I tak się zaczęło. W trakcie dwunastu kilometrów wspólnej podróży autobusem opowiedziała mi kilka ostatnich lat swojego życia, choć nie widziałem jej nigdy wcześniej. Spotkałem ją jeszcze raz, dwa dni później. Powiedziała: Cześć, nie poznajesz mnie? I poszła dalej, ledwie zdążyłem się przywitać. Od tego czasu nie spotkaliśmy się nigdy więcej. 7.08.04.
Cichy i spokojny ranek. Z godziny na godzinę coraz cieplej, coraz bardziej duszno. Długie momenty przed- i poobiednie sielskie i bezpieczne. Czytam o czasach tak odległych, jak odległe są plantacje kawy, której fusy suszą się w kolejnej filiżance. W taki dzień łatwo zapomnieć o świecie, tym co w nim sensacyjne i straszne, co stanowi „wydarzenie”. Ani myślę włączyć telewizor, czy otworzyć gazetę; wszystko wydaje się dalekie, poza zasięgiem i chcę, by tak pozostało.
Jednak w przedwieczornych godzinach wiatr przypomniał o życiu. Zaczął gwizdać, z daleka, złowrogo. Liście drzew zagrały melodię niepokoju. Niebawem nadszedł deszcz: metaliczna i bezduszna muzyka rynien, szum spadających kropli tak daleki od ptasich treli, muzyka szeleszczących zielonych czereśni i grusz. Deszcz przypomniał, że w każdej chwili epicentrum „wydarzeń” może zbliżyć się do nas, zagrozić, napełnić lękiem, tak jak niebo nagle może zajść chmurami. Stąd ożywienie, wzmożona czujność, nieufność. Odwaga, ale i ostrożność. 9.08.04.
Wiosna 1927 roku. Szczęśliwa Zofia Nałkowska: „Jestem zgodna z życiem, darzy mi się, udają mi się jakieś godziny, jakieś wieczory, udają mi się nawet dni”.
16.08.04.
Wywiad z portugalskim reżyserem, Manoelem de Oliveirą. W grudniu skończy 96 lat. Jest najstarszym aktywnym zawodowo reżyserem na świecie. Na pytanie dokąd dzisiaj zmierza, odpowiada: Wciąż brakuje mi czasu – pracuję po nocach, żeby ze wszystkim zdążyć! Piszę, podróżuję, spotykam się z ludźmi, udzielam wywiadów. Co roku realizuję kolejny film, staram się przenieść na ekran to wszystko, co w sobie noszę. Muszę się spieszyć.
Ten facet żyje. Bo tak naprawdę – niewielu ludzi żyje. Większość tylko istnieje. (POLITYKA 27/2004) |